Opowiedz o swojej marce – czym się zajmujesz, w jaki sposób pomagasz innym osobom?

Jestem wirtualną asystentką i wspieram kobiety, które rozwijają swój biznes online. Wspieram je w różnych obszarach działalności, pomagam przy stronach www, obsługuję newsletter i automatyzacje mailowe, publikuję posty w mediach społecznościowych i realizuję sporo innych zadań, ale to, co mnie wyróżnia wśród setek asystentek to fakt, że rysuję notatki wizualne. I podobno całkiem nieźle mi to wychodzi 🙂

Powiedz krótko, czym są te notatki wizualne – bo pewnie nie każdy wie o co chodzi?

Notatka wizualna to notatka graficzna, która za pomocą rysunków i pisma przedstawia treść webinaru, podcastu, artykułu czy rozdziału książki. Osoby, które przeprowadzają powiedzmy webinar, wysyłają później do swoich klientów taką notatkę, wykonaną w stylu i kolorach ich marki. Moim zadaniem jest wysłuchanie webinaru, wyciągnięcie z niego najważniejszych informacji i narysowanie całości – najczęściej na formacie A4.

Jak wyglądały Twoje początki, jeśli chodzi o działania w internecie. Od czego rozpoczęłaś i dlaczego?

Muszę przyznać, że zaczęłam od przysłowiowej d* strony.

Dzisiaj już doskonale wiem, że warto najpierw popracować nad strategią, a dopiero później zająć się tymi przyjemniejszymi rzeczami, czyli dobieraniem fontów, kolorów, stroną www czy logo. Ale wtedy chciałam już zaistnieć, zdobywać klientów, robić te wszystkie fajne rzeczy, a opracowywanie strategii wydawało mi się strasznie trudne i nudne.

Zaczęłam więc od swojej strony internetowej i utknęłam. Nie mając strategii, nie wiedząc z kim chcę pracować, nie mając porządnego zdjęcia ani sprecyzowanej oferty nie byłam w stanie zrobić tej strony i poddałam się… na 3 miesiące. To były czasy, kiedy jeszcze pracowałam razem z mężem i nie miałam wielkiego ciśnienia, żeby robić własny biznes, więc może to i dobrze, że się zatrzymałam. Miałam czas, żeby pomyśleć i rozpisać sobie trochę bardziej te moje plany, misję i wizję.

Po 3 miesiącach powolutku ruszyłam, zdobywałam pierwsze współprace, ale wciąż głowiłam się nad tym swoim wyróżnikiem. Koniecznie chciałam mieć coś, co sprawi, że nie zginę w tłumie wyrastających jak grzyby po deszczu asystentek.

Kiedy odkryłam istnienie notatek wizualnych i usłyszałam, że każdy może rysować zapaliłam się do nich i… przepadłam, nie myśląc jeszcze wcale, że to jest to. Poczytałam co nieco, pooglądałam, zamówiłam zestaw kolorowych brushpenów i zaczęłam rysować.

Odważyłam się pokazać na swoim profilu pierwszą notatkę wizualną, którą narysowałam tak zupełnie dla siebie – żeby zobaczyć w ogóle reakcje i mnie zatkało. Było jedno wielkie “wow”, “super”, “ale świetnie wyszło”. Oczywiście sądziłam, że ta notatka jest słaba, że ludziki brzydkie, linie nierówne, dymki niekształtne, ale to oczywiście było tylko w mojej głowie.

Odbiorcy byli zachwyceni, a ja uświadomiłam sobie, że to właśnie może być mój wyróżnik. Że nie ma innych wirtualnych asystentek, które robią sketchnotki, a zapotrzebowanie na notatki jest i są one coraz popularniejsze.

 

Z jakich działań zrezygnowałaś i dlaczego? Co się u Ciebie nie sprawdziło?

Przede wszystkim z robienia wszystkiego, dla wszystkich.

Przez długi czas wydawało mi się, że muszę robić wszystko, co tylko klienci sobie wymyślą, żeby czasem nie pomyśleli o mnie, że jako asystentka jestem słaba.

Kiedy więc ktoś poprosił mnie o coś, czego nie umiałam – od razu brałam się do nauki. Przecież nie powiem – nie potrafię.

Dzisiaj już tak nie jest. Kiedy klientka prosi mnie o zrobienie czegoś, na czym się nie znam – zadaję sobie dwa pytania: czy faktycznie powinnam to umieć, czy to mi się przyda? Czy chcę się tego nauczyć? I dopiero kiedy odpowiedź na jedno z nich brzmi „tak” – biorę się za naukę. Jeśli nie – otwarcie przyznaję, że nie potrafię, ale mogę znaleźć kogoś kto umie i koordynować tę pracę.

Bo wiesz, nie da się umieć i wiedzieć wszystkiego. Zrezygnowałam z prób bycia od wszystkiego i skupiłam się na tym, co najbardziej lubię i najlepiej mi wychodzi. Rysuję notatki wizualne, przygotowuję rozmaite pdf’y, składam mini e-booki, robię grafiki do mediów społecznościowych, ustawiam automatyzacje w MailerLite i kolejne współprace dobieram tak, żeby praca sprawiała mi przyjemność.

Oczywiście, wciąż się uczę i rozwijam, ale w tym kierunku, który mnie pociąga.

W jaki sposób prowadzisz swoją komunikację w internecie? Co sprawdza się u Ciebie najlepiej?

Komunikuję się głównie za pomocą Instagrama i newslettera. Profile na Facebooku i Instagramie założyłam zaraz na początku, żeby w ogóle zaistnieć i mieć miejsce, w którym klienci będą mogli podejrzeć jak pracuję – bo jak inaczej mieliby zobaczyć efekty mojej pracy.

Facebook u mnie nie sprawdza się, niewiele tam publikuję, ale Instagram bardzo polubiłam.

Najtrudniej było mi się przemóc i zacząć nagrywać InstStory. Wrzucałam co jakiś czas jakiś post, ale dopiero, gdy odważyłam się pokazać swoją „gadającą gębę”, zaczęłam faktycznie nawiązywać relacje z ludźmi. Jednak co innego zdjęcie profilowe, a co innego żywa osoba, która daje się poznać w różnych okolicznościach. Ludzi interesuje nie tylko, jak pracuję, ale też co robię w wolnym czasie, gdzie jadę, co sądzę o czymś – może nawet nie tyle ich interesuje, ale pozwala zbudować sobie obraz mojej osoby. I jeśli ten obraz im odpowiada – coś się dzieje, nawiązują się relacje czy współprace. To jest fajne, bo ja też gdy widzę, że ktoś mnie obserwuje przez jakiś czas, a później rozmawiamy o współpracy, to wiem, że ja tej osobie odpowiadam, że już mnie troszkę zna, wie czego się spodziewać.

Natomiast jeśli chodzi o treści, najlepiej sprawdza się pokazywanie notatek wizualnych. Ludzie uwielbiają nie tylko je oglądać, czytać, ale też obserwować, jak taka notatka powstaje. Zawsze wtedy pojawia się najwięcej pytań o rysowanie i wywiązuje najwięcej dyskusji. Wtedy też nowi odbiorcy dowiadują się, że rysuję notatki wizualne i wysyłają zapytania o cenę, o współpracę. Uważam, ze pokazywanie tego, co się robi i jak się robi zawsze się sprawdzi, bo opinie to jedno, one mogą być sprzed lat, a pokazanie takich bieżących efektów pracy daje namacalny dowód, że jesteśmy, działamy i robimy to dobrze.

Co było Twoim najważniejszym odkryciem, jeśli chodzi o budowanie marki w internecie?

Autentyczność i siła rekomendacji.

Kiedy zaczynałam, byłam przekonana, że klienci wybierając asystentkę kierują się znanymi nazwiskami, ceną, portfolio, efektami pracy, czy możliwymi warunkami współpracy. A ja wtedy nie miałam za bardzo efektów, nie byłam nikomu znana, ani nawet nie miałam jeszcze działalności gospodarczej.

Ogromnie zdziwiło mnie, kiedy uświadomiłam sobie, że klienci decydują się na współpracę ze mną, bo lubią i chcą.. mnie. Bo dobrze im się ze mną rozmawia, bo ich słucham, bo lubią moją energię. Albo dlatego, że komuś znajomemu się ze mną dobrze pracuje, więc przychodzą w ciemno, zaklepują termin i w totalnym zaufaniu „powierzają swoje biznesy”.

Tak naprawdę tylko o dwie pierwsze współprace sama się starałam – wszystkie pozostałe klientki trafiły do mnie albo z polecenia, albo z mediów społecznościowych, albo gdzieś się kiedyś poznałyśmy i to zaprocentowało później.

Odkryłam, że wystarczy, że będą sobą i że będę robiła dobrze, to co robię, a nie będę musiała obawiać się o brak współprac.

Co było największym wyzwaniem dla Ciebie, jeśli chodzi o działania w internecie? Jak sobie z tym poradziłaś?

Podnoszenie moich cen.

Bardzo trudne było dla mnie myślenie i mówienie o sobie dobrze. Że jestem dobra w tym, co robię, że robię świetne notatki wizualne, że jestem często niezastąpiona w biznesach moich klientek. Kiedy ktoś mnie chwalił, miałam ochotę schować się i powiedzieć, że wcale nie… że inni robią lepiej. I to nie była fałszywa skromność, tylko takie totalne niedocenianie siebie.

Miałam stawki godzinowe niższe niż asystentki, które obserwowałam i które zaczynały mniej więcej w tym samym czasie co ja, za notatki wizualne brałam śmieszne pieniądze wiedząc, że inni wyceniają je trzy razy drożej. Absolutnie nie chodziło mi o to, żeby wygrywać ceną, tylko zwyczajnie było mi głupio dawać stawki zbliżone do tych, które oferowali inni, że ktoś sobie pomyśli – „ale niby za co mam tyle zapłacić, przecież ona nie umie rysować”.

Poradziłam sobie właściwie przez przypadek. Dostałam propozycję zlecenia, którego za bardzo nie chciałam przyjąć, więc zaproponowałam zaporową, jak mi się wtedy wydawało, cenę. Klientka zgodziła się bez mrugnięcia okiem, a ja pomyślałam „Jak to? Serio ktoś chce tyle zapłacić za moją notatkę wizualną?” Zrobiłam to zlecenie i od razu podniosłam ceny notatek. A klientów na nie przybyło. Magia? No nie.

Podobnie zrobiłam ze stawką godzinową – ale to akurat za radą Marty Krasnodębskiej, która na jednym z webinarów mówiła, żeby w przypadku usług podnosić ceny dla każdego nowego klienta. To się u mnie świetnie sprawdziło i podnoszę ceny co jakiś czas dla nowych klientów bez zastanawiania się, a w przypadku stałych współprac – indywidualnie, w zależności od ilości godzin i zlecanych zadań. Klienci zostają, nie odchodzą, doskonale rozumieją, że jeśli robię dla nich więcej, lepiej, podejmujemy wspólnie nowe wyzwania, to bez mojego rozwoju ich biznesy też nie będą szły do przodu. A na ten rozwój potrzebny jest często i czas i pieniądze.

W jaki sposób budujesz relacje ze swoją społecznością?

Głównie na Instagramie. To budowanie jest u mnie mozolne, bo jednak większość czasu spędzam na pracy dla klientów, rysowaniu, ale kiedy mogę i mam ochotę pojawiam się i „gadam”.

Opowiadam na InstaStory o swojej pracy, pokazuję opinie klientów, efekty mojej pracy, udostępniam posty czy relacje innych osób, które mogą ciekawić moich odbiorców.

Nie zostawiam bez odpowiedzi żadnego komentarza czy wiadomości, jest to dość łatwe, bo moje konto jest małe, ale chcę, żeby każdy wiedział, że doceniam ten czas, który poświęcił na napisanie do mnie.

W newsletterach wysyłam planery, tapety na pulpit, na telefon, żeby moi odbiorcy wiedzieli, że warto otwierać maile ode mnie, że nie zasypię ich komunikatami „Kup pan”, ale że coś faktycznie odstaną ode mnie. Zadaję czasem pytania, proszę o opinie i coraz częściej oni mi odpisują, dziękują za coś, odpowiadają na moje pytania czy zostawiają odpowiedzi w ankietach.

Jakie działania w internecie chcesz wypróbować w najbliższym czasie? Czy wdrożyłaś w tym roku nowe działania?

Chcę zacząć działać na TikTok, rozwinąć newsletter i postawić sklep na swojej stronie. Na początku będą to konsultacje i mini-ebooki, ale mam parę pomysłów, które mam nadzieję uda mi się zrealizować. Może nie wszystkie w tym roku, ale w kolejnym już na pewno.

Z nowych działań – założyłam TikToka i nagrałam jedno video. Którego chyba nawet nikt nie widział, a przynajmniej śladu nie zostawił, ale też ja tego TikToka jeszcze nie ogarniam. To oczywiście nie jest żaden sukces, mówię dla śmiechu, bo często tak to właśnie u mnie wygląda – długo, długo nic a później rozpędzam się i biegnę. Na tego TikToka brakuje mi jeszcze planu, ale będę cisnąć, bo wiem, że tkwi w nim potencjał.

Podziel się 3 wskazówkami dla innych osób – w jaki sposób budować swoją markę w internecie? Co jest według Ciebie istotne?

Zacznij od planu i strategii. Działanie bez planu jest może przez chwilę fajne, ale na dłuższą metę okazuje się, że wiele rzeczy robimy niepotrzebnie i nic z tego nie wynika. Plany można przecież modyfikować w zależności od tego, w jakim kierunku zmienia się marka, a z określonymi celami pracuje się skuteczniej i łatwiej.

Znajdź swój wyróżnik – jeśli świadczysz usługi, to klienci szybciej zapamiętają Ciebie, jeśli pokażesz im, z czym masz się kojarzyć. Ja postanowiłam, że chcę być kojarzona i zapamiętywana jako asystentka od notatek wizualnych. Z tego względu oprócz tego, że wrzucam swoje notatki wizualne, pojawiają się u mnie grafiki czy materiały do pobrania z rysunkami. Nie jestem autorką tych rysunków, kupuję je i staram się to wyraźnie komunikować, a dzięki temu podtrzymuję w moich odbiorcach takie kojarzenie mnie z rysowaniem. Wiele razy inne asystentki, nawet te które mnie nie znają za bardzo, odsyłały swoich klientów do mnie, albo w ich imieniu dogrywały współpracę ze mną w zakresie notatek wizualnych – bo jak u ich klienta pojawiało się zapotrzebowanie na notatki wizualne – od razu przychodziłam na myśl ja.

Współpracuj, a nie konkuruj. Kiedy ja nie mam przestrzeni na zrobienie notatki wizualnej dla potencjalnego klienta, polecam inną osobę, o której wiem, że też je robi i że robi je dobrze. Podobnie, kiedy zgłasza się do mnie klient z ofertą współpracy, a ja wiem, że nie jestem dla niego najlepszą opcją. Nie mam problemu, by pomagać innym asystentkom, doradzać, wspierać – traktuję je jak koleżanki, chętnie dzielę się tym, co wiem. I to wraca! Gdy ja czegoś nie wiem, nie potrafię – mogę spokojnie zapytać i wiem, że otrzymam pomoc.

Jeśli chcesz przeczytać wywiad w oryginale zajrzyj tutaj.

Zobacz inne wpisy: